Obejrzałem w tym tygodniu, chyba na TVN, jakiś program interwencyjny na temat dzieci upośledzonych. Program jak to program tego typu - chodziło w zasadzie o to, aby wyciągnąć od widzów pieniądze na akcję pomocy tym biednym dziatkom.
Wszystko szło jak po maśle, scenariusz przerabiany wielokrotnie. Lekko zwolnie tempo, ciepły głos narratora, wzruszająca muzyka, obrazki tak smutne, że serce pękało co parę sekund. Piszę to bez ironii, czasami tak trzeba, aby cokolwiek do ludzi dotarło.
Aż w końcu padło pytanie do małego, na oko dziesięcioletniego chłopca. Malec był pokręcony strasznie, siedział na wózku, z nienaturalnie wykrzywioną głową, z trudem mówił, a zza grubych okularów ledwo było widać jego oczy.
Dziennikarz zapytał chłopca, jakie ma największe marzenie. Trudno zgadnąć, jakiej odpowiedzi oczekiwał. Może chciał usłyszeć, że dziecko śni o tym, aby samemu popływać w jeziorze, albo pobiegać na łące? A może chodziło mu o to, aby chłopczyk wyskoczył z czymś materialnym (aston martin na baterie), żeby jakiś zdruzgotany widz zadzwonił do redakcji i zadeklarował wpłatę na "spełnienie marzenia"? Nie wiem.
Chłopczyk odpowiedział - "marzę o tym, aby być takim specjalnym Super Agentem, abym mógł pomagać innym ludziom".
W życiu nie widziałem zdrowszego człowieka.
Zdrowia życzę! Wesołych Świąt!



